Image Slider

Złoty ornament

| On
08:00
To zdobienie spodobało mi się tak bardzo, że szkoda mi było zmywać paznokcie. A jak już je zmyłam, to miałam ochotę zmalować to samo jeszcze raz. Jednak chęć wypróbowania czegoś nowego wzięła górę;) Do tego wzorku jednak wrócę, w tej czy innej kombinacji.

Tutaj użyłam:
* lakieru Golden Rose Rich Color 19 (turkusowa baza)
* lakieru Golden Rose Rich Color 25 (złoty wzorek)
* TEJ płytki
na koniec oczywiście top coat.





Zapraszam Was na stronę nailpolis.com- to niewyczerpane źródło inspiracji, znajdziecie tam również moje zdobienia.

:)

Shiseido, Luminizing Satin Eye Color Trio- Into the Woods

| On
20:54

Jakiś czas temu pokazywałam Wam dwie paletki Shiseido- Opera i Beach Grass. Tymczasem do mojej kolekcji dołączyła kolejna przepiękna trójka- Into the Woods. Wbrew nazwie, kolorystyka tych cieni bardziej przywodzi na myśl egzotyczny zachód słońca niż leśne ostępy. Jednak czymże jest nazwa?- jak pisał Szekspir;)


W paletce mamy:
* rdzawy odcień brązu z miedzianymi refleksami
* jasne, słoneczne złoto
* i delikatny jak mgiełka liliowy fiolet

Cienie, podobnie jak te w poprzednich paletkach są świetnej jakości, niesamowicie drobno zmielone i niemal kremowe w dotyku. Dzięki temu idealnie przylegają do powieki i nie osypują się.


Ciężko mi opisać ich wykończenie, to coś jakby delikatny metalik (?). Myślę, że poniższe zdjęcia dobrze to oddają. 



Ze wszystkich trzech trójek Shiseido najbardziej lubię Into the Woods i Beach Grass. Co do Opery- mam mieszane uczucia. Jakością nie odbiega od pozostałych, ale to po prostu nie moje kolory. Jeśli wpadła Wam w oko, znajdziecie ją w zakładce Wyprzedaż u góry strony:)



Pół żartem, pół serio:)

| On
21:03
Dzisiejsze zdobienie potraktujcie z przymrużeniem oka;) Nie wyszłabym z takimi paznokciami do pracy, ale...niesamowicie mnie korciło żeby pójść w nich na 80-tkę mojej babci:P Powstrzymałam się, choć chyba niepotrzebnie, bo babcia sama wystąpiła w neonowo turkusowym mani, dobranym idealnie pod kolor garsonki. Także, to chyba u nas rodzinne:D

A teraz przyznać się. Kto zgasił światło?!




Pikantny duet od Guerlain...

| On
20:47
Chciałam zacząć ten post od wyznania, że z marką Guerlain nie miałam wcześniej przyjemności. Ale potem pomyślałam "A kulki? Baza? O ukochanych perfumach nie wspominając?" I wstęp diabli wzięli:) Prawda jest jednak taka, że Guerlain przez długi czas było dla mnie stacjonarnie niedostępne, a wszystko co od nich kupiłam zamówiłam przez internet. To jednak nie to samo co iść pomacać, powąchać... 
Dlatego kiedy tylko otworzyli u mnie Sephorę pognałam sprawdzić czy jest. Oto co przyniosłam do domu:


Guerlain, Ecrin 2 Coleurs- Two Spicy


W welurowym etui ukryta jest elegancka złota kasetka (trumienka:P) z wygrawerowanym logo- na bogato, jak przystało na Guerlain:) Choć poprzednia wersja kasetek, ta na wysoki połysk bardziej mi się podobała to nowemu opakowaniu nie można odmówić uroku. Choć spodziewałam się że będzie metalowe...



W środku mamy dwa cienie- iskrzący pomarańcz i brąz, który przywodzi mi na myśl gęstą, płynną czekoladę:) Każdy z osobna jest  przepiękny, ale razem tworzą idealnie harmonijny duet.


Cienie różnią się  między sobą wykończeniem i konsystencją. Łososiowy to właściwie tylko poświata koloru i mnóstwo mega błyszczących iskierek. W dotyku jest wilgotny i sprężysty, mam wrażenie że jakby żelowy. Natomiast czekoladowy to najpiękniejsza satyna z jaką miałam do czynienia. Jest tak drobno zmielony, że wygląda jak druga skóra- idealnie przylega do powieki. Idealny cień do smokey eyes, rozciera się jak marzenie a nasycenie koloru można łatwo stopniować.


Na co dzień to właśnie brązowy jest moim faworytem, pasuje zawsze i do wszystkiego- nakładam go najchętniej palcami, wtedy pięknie widać to satynowe wykończenie. Jeśli mam ochotę na bardziej odświętny makijaż, dodaję pomarańczowe iskierki- najlepiej też palcem, bo w ten sposób intensywność koloru jest większa a sam cień się tak nie osypuje. Na powiece wygląda jak mokra tafla, coś pięknego.

Kolorystycznie paletka jest bardzo "moja", kojarzy mi się marokańskim targiem z przyprawami. Choć nazwa pewnie też zrobiła swoje:D


A jak Wam się podoba?

Shiseido, Luminizing Satin Eye Color Trio- Opera i Beach Grass

| On
20:50

Shiseido to jedna z moich ulubionych marek kosmetycznych. Podkład Sun Protection czy tusz Lasting Lift (chyba już wycofywany, chlip) to produkty zawsze obecne w mojej kosmetyczce. 
Niedawno zainteresowałam się bardziej ich cieniami i po raz kolejny Shiseido mnie nie zawiodło. 
Dziś pokażę Wam dwie potrójne paletki- Opera i Beach Grass

(W zanadrzu mam jeszcze cienie w kremie, ale o nich następnym razem)


* Opera to mieszanka kolorów khaki/starego złota, jasnego, słonecznego złota i odcienia błękitu który popularnie nazywa się baby blue:) 
* Beach Grass z kolei to fiolet przełamany lekko bordo, brzoskwiniowo-różowy ciężki do zdefiniowania kolor, który absolutnie uwielbiam i ecru ze złotą poświatą:)



Z tych dwóch paletek moim niekwestionowanym faworytem jest Beach Grass, przepięknie podkreśla zielone czy niebieskie oczy, ale tak naprawdę to kolory pasujące każdemu. Gorzej ma się sprawa z Operą ponieważ kompletnie nie mam na nią pomysłu i chyba poleci do zakładki wymiankowej:)

Niemniej jednak cienie zachwycają swoją delikatną, bardzo miałką konsystencją i aksamitnym wykończeniem. Wszystkie są błyszczące, ale nie nachalnie. To raczej taki stonowany, bardzo elegancki połysk. Klasa sama w sobie.

Wg producenta:

Shiseido Luminizing Satin Eye Color Trio- potrójne cienie do powiek o jedwabiście gładkiej konsystencji. Zawiera Satin Smooth Powder - ujednolicone cząsteczki perłowe, które zapewniają uczucie idealnej gładkości oraz subtelnego połysku. Wyjątkowo trwałe, utrzymują się na powiece nawet do 8 godzin. 



Luminizing Satin zamknięte są w eleganckich, minimalistycznych kasetkach. W zestawie są pędzelek i pacynka których o dziwo da się użyć, jest też lusterko. 
Koszt takiej paletki to 169zł/3g

I wreszcie, swatche:)



Co o nich myślicie? Jaka jest Wasza ulubiona marka kosmetyczna? Koniecznie dajcie znać:)

Sephora- maslo o zapachu kwiatu bawelny

| On
17:54

Lubicie marki własne Sephory czy Douglasa?
Ja do niedawna nawet nie patrzyłam w ich kierunku, ale kiedyś podczas zakupów zostałam "poczęstowana" próbkami z sephorowskiej serii Bath&Body i wpadłam jak śliwka w kompot;)

Wiele spośród tych zapachów uważam za udane, ale najbardziej przypadł mi do gustu Cotton Flower, czyli kwiat bawełny. Gama kosmetyków jest dość szeroka- wszystkie dostępne zapachy- warto kliknąć w interesujący was zestaw aby dowiedzieć się jakie nuty zapachowe w sobie kryje.
W ofercie są min. żele pod prysznic i do kąpieli, balsamy i masła do ciała, mgiełki, musujące kostki a nawet świeczki:)
Ja wybrałam:


Masło jest zamknięte w 200ml słoiku, co pozwala na zużycie kosmetyku do samego końca.
Bardzo podoba mi się minimalistyczna szata graficzna tych produktów- fajnie prezentują się na półce w łazience.

Masło ma konsystencję gęstego delikatnego kremu, dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Pozostawia skórę gładką i miękką na długi czas. Nie podrażnia, nawet po goleniu- dla mnie duży plus bo często nie mam czym posmarować łydek po depilacji, wszystko mnie piecze i szczypie.
Jeśli chodzi o zapach, to jest on jednocześnie wielką zaletą jak i wadą tego kosmetyku. A to dlatego że jest bardzo, bardzo intensywny- raz przedobrzyłam i nie mogłam przez niego zasnąć:D W opakowaniu pachnie trochę jak krem Nivea, ale po rozsmarowaniu na skórze wychodzi z niego coś niesamowicie urzekającego, ciepłego i czystego jednocześnie. Trudno uniknąć  skojarzeń ze świeżo wypraną pościelą- wszak masło ma w nazwie kwiat bawełny:) Jest też lekko piżmowa, zmysłowa nuta^^

Skład:

Podsumowując, masło bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Spodziewałam się jedynie ładnego zapachu, a dostałam bardzo fajny produkt o dobrych właściwościach pielęgnacyjnych.

Cena: ja swoje masło kupiłam za 35zł/200ml

Znacie? Lubicie?

Maybelline, Color Tattoos

| On
18:57

Ostatnio dzięki Elle zdałam sobie sprawę, że nie wspomniałam na blogu o Color Tattoos od Maybelline, więc czym prędzej nadrabiam to niedopatrzenie:)
Moja relacja z tymi cieniami nie należy do łatwych. Wszystko zaczęło się od koloru On and on Bronze, który niesamowicie mi się podoba ale którego za żadne skarby nie potrafiłam obsługiwać. Przeglądając makijaże innych dziewczyn, nie mogłam się nadziwić jak one to robią że ten cień wygląda na nich tak dobrze. Kiedy w końcu udało mi się to ogarnąć (a przynajmniej tak myślę), postanowiłam dokupić inne Color Tattoos. Tyle, że one bardzo się od siebie różnią i to nie tylko odcieniem:)


Kremowo- żelowe cienie Maybelline są zamknięte w szklanych słoiczkach, a każdy z nich mieści 4g produktu. To całkiem przyzwoita pojemność, bo do pomalowania oczu wystarczy dosłownie odrobina a cienie są mocno zbite. Ich konsystencja jest twarda, ale pod palcami lekko się topi. 

Moim zdaniem wykończenie cieni dzieli się na dwa rodzaje: metaliczne (np. On and on Bronze, Everlasting Navy i Turquoise Forever) oraz satynowe, czy też raczej matowe (np. Permament Taupe i Endless Purple). Niestety te drugie są dość trudne we współpracy, nakładają się tępo i lubią robić prześwity. Trzeba mieć do nich sporo cierpliwości. Odcienie z połyskiem są trochę łatwiejsze w obsłudze, ale tylko trochę;). Cienie bardzo szybko zastygają na powiece, co znacząco utrudnia pracę z nimi, rozcieranie czy poprawki. 
Jak już się nabierze trochę wprawy, można się pokusić o stopniowanie poziomu krycia, od delikatniej poświaty koloru po mocny, wręcz przeładowany efekt metalicznych powiek. Zobaczcie jak pięknie wygląda to u Obsession:)
Niestety, na moich tłustych powiekach cienie nie trzymają się dobrze. Nawet z bazą dość szybko zaczynają zbierać się w załamaniu, migrować i miejscami przecierać. Było to dla mnie nie lada zaskoczeniem i rozczarowaniem, tym bardziej że produkt ten zachwalany jest przez tyle osób jako nie do zdarcia. 
A jednak uparłam się że znajdę na nie sposób i znalazłam. Stosuję Color Tattoos jako bazy pod cienie, które świetnie podbijają ich kolor, przedłużają trwałość i utrzymują je na miejscu. Taka metoda świetnie się u mnie sprawdza.

Chciałabym aby w Polsce było dostępnych więcej odcieni, marzy mi się kilka z kolekcji Metal, czy limitowanek na rynek amerykański. Wiem, że można je kupić na ibeju ale ceny rzadszych kolorów bywają mocno zawyżone. Poza tym miło by było móc pójść do sklepu i pomacać:D

A Wy znacie Color Tattoo? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?

Cena: w promocji można je kupić już za ok. 15zł, natomiast cena regularna to ok. 30zł/4g