nail art & beauty

Image Slider

Moja wakacyjna kosmetyczka- czego nie może w niej zabraknąć?

| On
19:00


Dziś pierwszy dzień lata:) Makijaż o tej porze roku to prawdziwe wyzwanie, zwłaszcza jak się ma tłustą cerę- a ja mam... Dlatego latem najchętniej bym się nie malowała, ale wiadomo że czasem trzeba, dlatego stawiam na minimalizm. 
Aby nie oblepiać twarzy kremem z filtrem, a następnie jeszcze podkładem wybrałam takie 2 w 1 czyli krem BB od Skin79 z SPF50 w wersji pomarańczowej. Akurat ten wariant ma przyjemnie jasny odcień wpadający w tonację żółtą, nie jest trupio siny jak wiele innych. Ponieważ unikam przesiadywania bezpośrednio w słońcu, ochrona jaką zapewnia mi ten produkt jest dla mnie wystarczająca. Super wygląda nakładany Beauty Blenderem, pędzlem tak średnio, a palcami koszmarnie. Nie zastyga na twarzy, co dla mnie latem jest plusem, bo jak mi się odbiją okulary przeciwsłoneczne, albo sebum wyjdzie na wierzch to mogę to delikatnie rozetrzeć, przyklepać i jest dobrze. Przy podkładach długotrwałych taki manewr jest niewykonalny.

Z czeluści szuflady wygrzebałam i zaczęłam namiętnie używać Smashbox Baked Fusion Soft Lights w odcieniu Starburst- czyli czegoś, co dla mnie jest połączeniem różu, bronzera i rozświetlacza. Ten kosmetyk daje tak zachwycający efekt, że wyglądam jakbym właśnie wróciła z wakacji- chociaż nie miałam urlopu od 3 lat:D Najpiękniej wygląda na skórze lekko muśniętej słońcem, albo w moim przypadku prędzej samoopalaczem, ale nawet osoby o bardzo jasnej karnacji mogą go używać. Wygląd lekko rumianego, mokrego policzka- tak bym to opisała. Jest jeszcze wersja różowa Starblush i chyba się na nią skuszę. Wkurza mnie tylko opakowanie, które jest nie dość że odkręcane, to jeszcze gumowane więc łatwo się brudzi. No ale podobno nie można mieć wszystkiego:P

Jeśli błysku mi za mało to mam jeszcze rozświetlacz Benefit Watts Up, który nakładany solo przepięknie rozświetla kości policzkowe wyglądając przy tym mega naturalnie. Natomiast zastosowany jako baza pod inne roświetlacze (np. Smashbox) sprawia że moje poliki mogą śmiało konkurować z latarnią w Jastarni:P Bardzo żałuję, że Watts Up jest dostępny tylko w jednym, szampańskim odcieniu, bo osobom o chłodnym typie urody lub śnieżnobiałej karnacji raczej nie będzie pasował. Z tego powodu używam go tylko latem, kiedy się samoopalam:) 

Moim kolejnym must have jest farbka do podkreślania brwi MUFE Aqua Brow. Jest to produkt wodoodporny (a z mojego doświadczenia wynika że również potoodporny) tak więc na lato idealny. Podoba mi się, że można nim podkreślać brwi na różne sposoby i uzyskiwać różne efekty. Kiedy chcę żeby brwi wyglądały bardziej naturalnie, cienkim skośnym pędzelkiem dorysowuję pojedyncze włoski tu i tam. Natomiast kiedy brwi muszą pasować do bardziej intensywnego, imprezowego makijażu, zamalowuję dokładniej przestrzeń pomiędzy włoskami, zachowując jednak wyczucie i zdrowy rozsądek:) Z tym produktem łatwo przesadzić:P Mój odcień widoczny na zdjęciu to 30.

Faza na olejki do ust mi nie mija, a moim faworytem w tym temacie jest Clarins Instant Light Comfort Lip Oil, który idealnie wpisuje się w moją wizję letniego no makeup look. Więcej o tym kosmetyku przeczytacie TUTAJ

Ostatni produkt pewnie dla wielu jest zaskoczeniem:) Że też chce mi się bawić w przyklejanie sztucznych rzęs... Ano, jak mam ciągle poprawiać odbity na górnej powiece tusz, to chce mi się:D Poza tym nie robię tego codzienne tylko na jakieś wyjścia, albo jak mam takie widzi misię. Ale jest to wygoda, zwłaszcza jeśli macie tłuste powieki, na których każdy nawet wodoodporny tusz wcześniej czy później się skseruje. Zazwyczaj wybieram rzęsy na przezroczystym pasku np. Ardell Wispies, ponieważ nie muszę wtedy malować kreski aby go ukryć.   

I tak to u mnie wygląda:) A u Was? Podzielcie się swoimi wakacyjnymi must have.




Jak zapuścić cienkie i słabe paznokcie?

| On
19:00


Odkąd pamiętam, zazdrościłam koleżankom pięknych i mocnych paznokci. Niestety moim własnym zawsze było daleko do ideału. Cienkie i słabe, z konieczności wiecznie krótkie i to pomimo moich pielęgnacyjnych wysiłków. Jakiś czas temu przyjrzałam się paznokciom mojej mamy i siostry i zdałam sobie sprawę, że choćbym nie wiem jak się starała, to inne nie będą bo... gena nie wydłubiesz:P Postanowiłam, że skoro nie mogę mieć pięknych paznokci naturalnie, to oszukam matkę naturę i wszystkich innych przy okazji też. 
Intensywnie testowałam różne produkty, które miały mi pomóc min. NeoNail Base Xtra czy Semilac Hard i chociaż były bardzo dobre, to moje serce (czy raczej paznokcie) skradła Protein Base od Indigo. Jest to produkt o tyle inny od pozostałych, że oprócz ego że wzmacnia płytkę i chroni ją przed urazami mechanicznymi, to jeszcze niesamowicie przyspiesza jej wzrost.
Producent zapewnia, że baza jest po brzegi wypełniona proteinami, które odżywiają paznokcie. Nie będę Wam ściemniać- moje są po zdjęciu bazy tak samo słabe jak przed jej nałożeniem. Jest to więc efekt jedynie doraźny, ale zupełnie mnie satysfakcjonujący. Zdaję sobie sprawę, że bez Protein Base moje paznokcie nigdy nie urosłyby poza opuszek. 


Protein Base używa się tak samo jak standardowej bazy pod hybrydy, z tym że ja zazwyczaj nakładam dwie warstwy aby trochę te moje cienkie paznokcie wzmocnić. Potem normalnie- kolor i top. Można też za jej pomocą skorygować kształt płytki i zbudować krzywą C co może być pomocne dla osób, których paznokcie rosnąc zadzierają się do góry. Bazą proteinową Indigo można też nieco przedłużyć płytkę, ale szczerze? nie widzę sensu, bo paznokcie na takim wspomaganiu i tak rosną bardzo szybko. 
Baza jest niezwykle wydajna- swoje 10ml używam od listopada ubiegłego roku (raz na dwa tygodnie) i wciąż jest jej bardzo dużo. Przez cały ten czas produkt nie zmienił swojej konsystencji ani właściwości. 
Można ją kupić na stronie Indigo w dwóch pojemnościach 5ml (29zł) oraz 10ml (55zł).

Skład: Di-HEMA trimethylhexyl dicarbamate, HEMA, Isobromyl methacrylate, Cellulose Acetate Butyrate, trimethylobenzoyl, diphenylphosphone oxide, Glycol HEMA-methacrylate hydroxycyclohexyl phenyl ketone, Bis(methacryloyloxyethyl) phosphorate, Hydrogenated Jojoba Protein, penydroxyanisole, Hydroquinone. 

*w składzie mogą pojawić się małe literówki ponieważ naklejka jest miejscami starta.

Znacie? Używacie? 

The Balm Voyage vol.II- czy pojedzie ze mną na urlop?

| On
18:34

Do marki The Balm mam jakąś dziwną słabość, dlatego kiedy zobaczyłam w Douglasie tę wakacyjną paletkę, nie wahałam się długo. Ale czy spędzimy ze sobą miłe chwile tego lata? 


Jak większość kosmetyków The Balm, ta podróżna paletka zamknięta jest w cienkim i lekkim kartonowym opakowaniu. W środku znajduje się dziewięć cieni, rozświetlacz, bronzer, dwa róże do policzków i dwie pomadki. Jest też dobrej jakości okrągłe lusterko. 


Na pierwszy rzut oka cienie nie prezentują się zbyt wakacyjnie, ale jest tu ładne złoto, miedziany brąz, dwa odcienie bardziej neutralne oraz coś ciemniejszego do wykonania wieczorowego smoky eyes. Moim ulubionym jest środkowy poziomy rząd- cienie Benevenuto- różowo brzoskwiniowy, Terventuloa-przykurzony róż i Welkom-szmaragdowy, który najładniej wygląda nakładany na mokro. Na uwagę zasługuje również Bienvenue- śliczny i delikatny złoto różowy duochrom oraz Willkommen- podkreślająca opaleniznę miedź.


Niestety są też cienie gorszej jakości jak choćby najjaśnejszy Welcome, który jest dość suchy oraz Valkommen i Failte- czyli najciemniejsze cienie, które w paletce wyglądają pięknie ale na powiece gubią urocze drobinki i pigmentację. Sprawę poprawia nieco aplikacja na mokro. 

Tak prezentują się cienie w świetle dziennym:


A tak w świetle sztucznym:


Myślę, że na wakacyjne imprezy po zmroku będą jak znalazł:)

W palecie znajdują się też produkty do podkreślenia ust i policzków. Jeśli posiadacie rozświetlacz Mary LouManizer i bronzer Bahama Mama, to te umieszczone w paletce mogą Wam się wydać znajome. Jest to jednak tylko powierzchowne podobieństwo. Porównałam sobie te kosmetyki i rozświetlacz z paletki jest zdecydowanie bardziej żółty i nie tak metaliczny od Mary Lou, natomiat bronzer jest o wiele jaśniejszy i cieplejszy niż Bahama Mama.
Jednak moimi zdecydowanymi faworytami (a także tym co przypieczętowało zakup palety) są róże. Ciepły i brzoskwiniowy Huan Ying (mat) oraz chłodniejszy Dobrodosli (satyna)- oba przepiękne i mocno napigmentowane. 


Na uwagę zasługują też pomadki, a w zasadzie jedna- Bem-Vindo która jest piękną, soczystą maliną. Odcień Vitajte nie jest w moim guście. Natomiast oba produkty są bardzo mocno napigmentowane i trwałe. 


Podsumowując, myślę że ta paletka to dość ciekawa propozycja na wakacje. Kolory cieni są dość stonowane, ale kto by tam chciał poświęcać urlopowy czas na misterne makijaże oczu:P Za to produkty do twarzy wynagradzają wszystko. Jeszcze tylko lekki podkład, tusz na rzęsy i... Ahoj przygodo!:D