Image Slider

Tołpa Botanic- Biały Hibiskus

| On
16:57
Zgodnie z zapowiedzią, chciałabym Wam przybliżyć kosmetyki polskiej marki Tołpa z serii Botanic. W kosmetykach tych nie znajdziemy alergenów, sztucznych barwników, PEG-ów, silikonów, oleju parafinowego czy parabenów. Dostaniemy za to produkt zamknięty w przyjaznym dla środowiska opakowaniu, które może być poddane recyklingowi, o naturalnym kolorze i zawierający botaniczne składniki aktywne. 


Dziś dwa produkty, od których zaczęło się moje uwielbienie dla tych kosmetyków: rewitalizujący krem uelastyczniający na dzień i rewitalizujący krem uelastyczniający pod oczy- oba z serii z białym hibiskusem. 
Kosmetyki te są przeznaczone dla kobiet w wieku 30+ ale jeśli mam być szczera, to nigdy nie zawracam sobie głowy takimi rzeczami, a Wy? Zamknięte w aluminiowych tubkach, co jest opcją bardzo higieniczną ponieważ takie tubki nie zasysają powietrza dzięki czemu zawartość dłużej zachowuje świeżość. Opakowania są również bardzo przyjemne wizualnie:) 
Gdzieś czytałam opinię, że krem na dzień lubi się z tubki wylewać- ale ja czegoś takiego nie zauważyłam, choć mój egzemplarz cały czas stoi na zakrętce. Natomiast krem pod oczy lubił uciekać z opakowania po otwarciu, ale problem zniknął po paru użyciach, kiedy w środku zrobiło się więcej miejsca:)
Oba kosmetyki są zdatne do użytku tylko trzy miesiące od otwarcia, stąd też pewnie mniejsza niż w innych kremach pojemność- krem pod oczy ma 10ml, natomiast krem na dzień 40ml. Nie przeszkadza mi to, mam przynajmniej pewność że zużyję kosmetyk do końca w wyznaczonym czasie. Choć ze standardową pojemnością też nie miałabym problemu.
Jeśli chodzi o zapach, to w kremie pod oczy nie wyczuwam niczego konkretnego co uważam za plus- zapach mógłby podrażniać wrażliwe okolice oczu. Natomiast krem na dzień pachnie przepięknie, kwiatowo, świeżo i naturalnie. Takie aromaty w kremach lubię i niesamowicie uprzyjemniają mi one stosowanie. 
Konsystencja obu produktów jest lekka, wchłania się szybko i całkowicie w przypadku kremu na dzień, natomiast krem pod oczy pozostawia delikatną ochronną warstwę. 
No i najważniejsze, czyli działanie- mam 28 lat, nie mam co prawda zmarszczek ale czasami moja skóra wygląda na zmęczoną, czasem mam też wrażenie że powoli zaczyna jej brakować jędrności.
Według producenta:

Krem na dzień ma aksamitną konsystencję i kwiatowy zapach. Wygładza drobne zmarszczki, przywraca napięcie i zwiększa elastyczność skóry. Nawilża, odżywia i wygładza. Zmniejsza widoczność zmarszczek mimicznych i spowalnia proces starzenia. Przywraca świeżość, witalność i młody wygląd.

Krem pod oczy ma aksamitną konsystencję. Wygładza drobne zmarszczki, zwiększa elastyczność i regeneruje skórę wokół oczu. Zwiększa napięcie, nawilża i wzmacnia skórę. Rozjaśnia cienie pod oczami, przywraca witalność spojrzeniu.
 
I wiecie co? Zgadzam się absolutnie z każdym zdaniem! Pierwszy raz spotkałam się z kosmetykami, które robią dokładnie to co obiecują. Tak mnie to zaintrygowało, że postanowiłam przetestować inne produkty z tej serii o czym już niedługo Wam napiszę. Jedno jest pewne, kosmetyki Tołpa Botanic są warte uwagi. 
Miałyście z nimi do czynienia? Co o nich myślicie? 

TUTAJ możecie znaleźć pełną ofertę marki. 

Sea my nails- podejscie pierwsze...

| On
20:48
...ale z pewnością nie ostatnie, bo motywy morskie na paznokciach chodzą za mną od dawna. A właściwie odkąd zobaczyłam TO  zdobienie. Wspaniałe, co? Niestety moja wąska płytka nie pozwala mi tak zaszaleć ze stemplami, niemniej jednak starałam się stworzyć coś zainspirowanego tym pięknym zdobieniem.
Oto jak wyszło:


Do zdobienia użyłam białego lakieru Sally Hansen, Xtreme Wear- White On, który nałożyłam jako bazę. Następnie pomalowałam paznokcie dwoma warstwami lakieru Claire's Splatter Blue, na którym odbiłam wzorki z płytki MoYou- Sailor 08. Stempelki zrobiłam białym lakierem, a potem całość pokryłam niebieskim żelkiem OPI Sheer Tints- I can teal you like me
Chciałam uzyskać efekt głębi i chyba trochę mi się udało, choć zdjęcia spłaszczają obraz. 
Muszę też pamiętać, żeby następnym razem robić takie zdobienie w stronę "od siebie", o wiele łatwiej je wtedy sfotografować. 





Co myślicie?
W ogóle, mam nadzieję że nie przeszkadza Wam za bardzo, że ostatnio wrzucam praktycznie same zdobienia:P Po prostu korzystam póki mam wenę:D Jutro ulubieńcy- obiecuję:)

Sekretne zycie pszczol...

| On
16:00
Od dziecka uwielbiam pszczoły, miód i wszystko co z nimi związane. Moja rodzina kiedyś nawet hodowała te pożyteczne zwierzęta. Smaku i zapachu plastra miodu prosto z ula nie da się zapomnieć ani z niczym porównać:) 
Dlatego też, kiedy zobaczyłam wodne naklejki z bzyczącym owadem na bornprettystore.com wiedziałam że muszę je wypróbować. 


Najpierw pomalowałam paznokcie warstwą dobrze kryjącego białego lakieru (np. Sally Hansen Xtreme Wear, White On), a następnie dwoma warstwami OPI I'm Never Amberrassed (żółty z kolekcji Sheer Tints). Kiedy wszystko ładnie podeschło, z tej płytki odbiłam wzorki wyglądające jak plastry miodu. Użyłam do tego pomarańczowego lakieru Revlon, Orange Blossom. Na koniec "nakleiłam" wspomniane naklejki wodne. Było to prostsze niż myślałam, wystarczyło trzymać się instrukcji na opakowaniu:) Potem już tylko top coat i gotowe.
Nie polecam używania preparatów typu Poshe czy Seche Vite- bo rozpuszczają naklejki. Lepiej pomalować paznokcie zwykłym bezbarwnym lakierem, a na niego ewentualnie położyć utwardzacz. 



Czytałyście "Sekretne życie pszczół" Sue Monk Kidd? Jeśli nie, to serdecznie polecam- to jedna z moich ulubionych książek:)


Jeśli zaś macie ochotę zaszaleć z paznokciami na wiosnę, to zapraszam Was na zakupy do:

http://www.bornprettystore.com/

Urban Decay, Naked 1, 2 i 3

| On
14:03
[Uwaga: post tasiemiec]
Palety UD z serii Naked budzą we mnie instynkt kolekcjonerski:) Kiedy na rynku pojawiła się pierwsza Naked, kosmetyczny światek oszalał na jej punkcie i ja również dałam się ponieść temu szaleństwu. Swój egzemplarz kupiłam będąc w odwiedzinach u znajomych w Irlandii, w sklepie Debenhams. Pamiętam, że miła konsultantka chciała otworzyć dla mnie paletkę żebym mogła zobaczyć jak się prezentuje, ale przecież ja widziałam już tyle swatchy w internecie, że mogłabym wyrecytować jej nazwy wszystkich cieni i to od tyłu:P 
Odwiedziłam wtedy wiele nieznanych mi sklepów, min. Lush czy Mac i kupiłam sporo kosmetyków, ale to Naked była najcenniejszym łupem jaki przywiozłam do domu z Zielonej Wyspy:) I tak się wszystko zaczęło...



Wtedy jednak nie przypuszczałam, ze seria Naked będzie miała swoją kontynuację choć teraz wydaje mi się to zupełnie zrozumiałe. Pierwsza paleta odniosła ogromny sukces, a przecież nie zabija się kury znoszącej złote jajka:) Tym sposobem, dziś w mojej kolekcji mam trzy paletki Naked, pierwszą zakupioną na wspomnianej wycieczce, drugą w polskiej Sephorze i trzecią, która dotarła do mnie za sprawą kochanej Marti:)

Chciałabym dziś zaprezentować Wam zestawienie wszystkich trzech, bo może jest wśród Was ktoś, kto zastanawia się nad zakupem swojej Naked, a niekoniecznie tak jak ja, czuje potrzebę posiadania każdej:) Poruszę kwestię jakości cieni, bo moim zdaniem paletki różnią się pod tym względem, ale nie będę się rozwodzić nad tym która jest najładniejsza- to musicie ocenić same:) Każda jest inna i każda komuś innemu będzie pasować. 

NAKED


Pierwsza i moim zdaniem najlepsza jakościowo paleta z serii. Zamknięta w kartonowym opakowaniu zamykanym na magnes i pokrytym jakimś rodzajem materiału (zamsz? welur?) które u mnie wygląda niemal jak w dniu zakupu, ale wiem że wielu osobom się zniszczyło. Do palety dołączona była miniaturka bazy UD Primer Potion w wersji klasycznej oraz dwustronna kredka do oczu w kolorze Burbon i Zero. 


Naked zawiera 12 cieni w neutralnych i w większości ciepłych odcieniach. Wszystkie co do jednego są fantastycznej jakości, miękkie, kremowe (choć pudrowe przecież) o świetnej pigmentacji. W palecie są dwa maty- Naked i Buck- ciepłe, średnie brązy które są idealne jako tzw. transition colors czyli cienie służące do rozcierania i tworzenia przejść pomiędzy kolorami. Wykończenie pozostałych cieni to coś pomiędzy perłowym a metalicznym, przy czym niektóre np. Sidecar mają wyraźne brokatowe drobinki. Najjaśniejsze Virgin i Sin są przepięknymi rozswietlaczami, ale ja lubię je też nosić na całej powiece, nadają spojrzeniu niesamowitej świetlistości. Half Baked to mój ulubieniec latem (ale nie tylko) i chyba najlepszy cień w całej gamie:)
Gdybym miała komukolwiek doradzać zakup jednej i tylko jednej palety Naked, to była by to właśnie ta ponieważ jakościowo jest najlepsza z całej trójki i ma kolory, które moim zdaniem są bardzo uniwersalne i pasują każdemu.
Moje ulubione cienie w tej paletce to: Sin, Sidecar (choć lubi się trochę osypywać), Half Baked i Toasted.

NAKED 2


Druga i niestety najgorsza pod względem jakości paletka z serii. Widać to wyraźnie na swatchach, wystarczy porównać choćby z jedynką, w której cienie rozprowadzają się na skórze jak masło, podczas gdy te w dwójce są jakieś suche i słabo napigmentowane. Dominuje tutaj raczej chłodna tonacja.
Tym razem cienie zamknięto w metalowej kasetce zamykanej na zatrzask, który czasem sprawia problemy. Do palety dołączono mini błyszczyk w odcieniu Naked, który bardzo przypadł mi do gustu i chętnie kupiłabym pełnowymiarowe opakowanie, oraz dwustronny pędzelek, który moim zdaniem jest beznadziejny- włosie jest bardzo sztywne i drapiące, a część służąca do blendowania jest zdecydowanie za cienka i mało puchata. 


Do zakupu tej palety skłoniły mnie trzy rzeczy: po pierwsze- nie wyobrażałam sobie mieć pierwszą paletkę, a nie posiadać drugiej (to jak z książką, nie można mieć tylko jednego tomu z trylogii- w mojej opinii oczywiście:), po drugie- Naked 2 pojawiła się w polskiej Sephorze, była więc dostępna od ręki, jak tu nie skorzystać? i po trzecie- TE swatche. Problem w tym, że cienie z mojej palety za żadne skarby nie chcą tak wyglądać:/ Próbowałam nakładać je na każdą bazę jaką mam, w tym na UDPP i co? Ano jak na załączonym wyżej obrazku. W porównaniu do kremowych cieni z jedynki, te wydają się suche, twarde i słabo napigmentowane. Nawet powtórzony w dwójce Half Baked nie jest w moim odczuciu tym samym cieniem. 
W palecie są trzy maty: Foxy, niewidoczny właściwie na skórze cień o konsystencji i wyglądzie skrobi ziemniaczanej (całkowicie zbędny i szkoda na niego miejsca w palecie) Tease, niczego sobie chłodny brąz oraz matowa czerń Blackout, która jest niezła, ale widziałam lepsze czernie choćby u Sleeka. Na wyróżnienie zasługuje YDK, który choć lubi się zbijać w dziwne grudki podczas aplikacji, to jest bardzo ładnym, kremowym cieniem. Całkiem, całkiem są też Chopper i Snakebite.
Po Naked 2 sięgam bardzo rzadko, czuje do niej wręcz swego rodzaju niechęć. Być może wynika to z faktu, że tak naprawdę kupiłam ją dwa razy:/ Początkowo zamówiłam paletkę z zagranicy, ta jednak nigdy do mnie nie dotarła. Po kilku miesiącach oczekiwania, założyłam że paleta zapewne cieszy już kogoś innego i kupiłam drugą w Sephorze. Tak więc zapłaciłam dwa razy, paletę mam jedną i na dodatek niespecjalnie się z nią polubiłam. Smuteczek:P 

NAKED 3


Na trójkę zachorowałam, jak tylko zobaczyłam zapowiedzi w internecie. Co prawda po doświadczeniach z poprzedniczką trochę się obawiałam, ale co tam, raz się żyje. Poza tym paleta składa się w większości z odcieni różu, w którym nieskromnie uważam że prezentuję się całkiem nieźle:P Niestety we wszystkich znanych mi sklepach internetowych z zagraniczną wysyłką paleta była wyprzedana, ale z pomocą przyszła mi Marti :* która zgodziła się kupić mi tę paletkę:)
Opakowanie, podobnie jak w Naked 2 jest metalowe (a może to plastik tak sprytnie udający metal?) i w kolorze różowego złota, co w moim osobistym rankingu daje tej paletce +10 do zaje*****ści:P Dodatkowo jest pędzelek, trochę lepszy niż w dwójce, bo bardziej puchaty ale i tak wolałabym kredkę. No i cztery próbki bazy pod cienie, co początkowo myślałam że jest jakimś żartem. Mina mi zrzedła kiedy wycisnęłam jedną saszetkę do pustego słoiczka i okazało się że jest jej całkiem sporo. Na dodatek bazy są różnego rodzaju, klasyczna, błyszcząca, matująca i anti age. Fajnie:)


Jakościowo paletce znacznie bliżej do jedynki niż do dwójki, uff:) Choć zdarzają się niewypały jak choćby Dust czy Darkside, to pozostałe cienie oceniam pozytywnie. Jak tylko otworzyłam paletę wiedziałam, ze moimi ulubieńcami będą Buzz i Trick- i tak się właśnie stało, są absolutnie piękne. Polubiłam też Burnout, Liar i Mugshot
W palecie są trzy maty- Strange, bardzo bardzo jasny róż, Light- średni róż i Nooner, nieco ciemniejszy taki bardziej przykurzony odcień różu/fioletu z odrobiną szarości (mauve). Bardzo ciekawym cieniem jest Blackheart, który składa się z czarnej matowej bazy i różowych iskierek. Stosowany na sucho nie robi wielkiego wrażenia, swój urok ujawnia dopiero nałożony na coś w stylu Duraline lub Fix+. 
Uważam, że tą paletą UD zrehabilitowało się w moich oczach:)
Ulubione cienie z Naked 3: Buzz, Trick i Burnout.

Podsumowując cieszę się, że mam wszystkie trzy- nawet Naked 2;) wiem że gdybym jej nie kupiła, nie dawałaby mi spokoju- tak już mam:D Czy kupię Naked 4 jeśli się pojawi? Pewnie tak, choć nie mam pojęcia co jeszcze można wymyślić w kwestii neutralnych cieni.
Wiem że jest jeszcze Naked Basics i nawet kiedyś chciałam ja kupić, ale doszłam do wniosku że maty jakie mam w tych trzech paletach Naked w zupełności mi wystarczą. Poza tym, uważam że akurat matowe cienie wyszły UD najsłabiej.
Czasem kuszą mnie też kolorowe palety UD, jednak choć są piękne nie znalazłabym dla nich zastosowania w codziennym makijażu- są zbyt pstrokate. Dlatego podziwiam je u innych i chyba tak zostanie, ale się nie zarzekam:D 

I to chyba na tyle, chapeau bas dla tych co dobrnęli do końca- to chyba najdłuższy post w mojej blogowej "karierze". Miejmy nadzieję, że nie wejdzie mi to w nawyk:P

Pa!

Złoty ornament

| On
08:00
To zdobienie spodobało mi się tak bardzo, że szkoda mi było zmywać paznokcie. A jak już je zmyłam, to miałam ochotę zmalować to samo jeszcze raz. Jednak chęć wypróbowania czegoś nowego wzięła górę;) Do tego wzorku jednak wrócę, w tej czy innej kombinacji.

Tutaj użyłam:
* lakieru Golden Rose Rich Color 19 (turkusowa baza)
* lakieru Golden Rose Rich Color 25 (złoty wzorek)
* TEJ płytki
na koniec oczywiście top coat.





Zapraszam Was na stronę nailpolis.com- to niewyczerpane źródło inspiracji, znajdziecie tam również moje zdobienia.

:)

Shiseido, Luminizing Satin Eye Color Trio- Into the Woods

| On
20:54

Jakiś czas temu pokazywałam Wam dwie paletki Shiseido- Opera i Beach Grass. Tymczasem do mojej kolekcji dołączyła kolejna przepiękna trójka- Into the Woods. Wbrew nazwie, kolorystyka tych cieni bardziej przywodzi na myśl egzotyczny zachód słońca niż leśne ostępy. Jednak czymże jest nazwa?- jak pisał Szekspir;)


W paletce mamy:
* rdzawy odcień brązu z miedzianymi refleksami
* jasne, słoneczne złoto
* i delikatny jak mgiełka liliowy fiolet

Cienie, podobnie jak te w poprzednich paletkach są świetnej jakości, niesamowicie drobno zmielone i niemal kremowe w dotyku. Dzięki temu idealnie przylegają do powieki i nie osypują się.


Ciężko mi opisać ich wykończenie, to coś jakby delikatny metalik (?). Myślę, że poniższe zdjęcia dobrze to oddają. 



Ze wszystkich trzech trójek Shiseido najbardziej lubię Into the Woods i Beach Grass. Co do Opery- mam mieszane uczucia. Jakością nie odbiega od pozostałych, ale to po prostu nie moje kolory. Jeśli wpadła Wam w oko, znajdziecie ją w zakładce Wyprzedaż u góry strony:)



Pół żartem, pół serio:)

| On
21:03
Dzisiejsze zdobienie potraktujcie z przymrużeniem oka;) Nie wyszłabym z takimi paznokciami do pracy, ale...niesamowicie mnie korciło żeby pójść w nich na 80-tkę mojej babci:P Powstrzymałam się, choć chyba niepotrzebnie, bo babcia sama wystąpiła w neonowo turkusowym mani, dobranym idealnie pod kolor garsonki. Także, to chyba u nas rodzinne:D

A teraz przyznać się. Kto zgasił światło?!