nail art & beauty

Image Slider

Tołpa Botanic- Czarna Róża

| On
20:21
Kiedy zapoznaję się z jakąś marką, lubię od razu przetestować kilka produktów tak, żeby mieć przekrój przez ofertę. Staram się nie oceniać tylko na podstawie jednego kosmetyku- wiadomo, że te lepsze i gorsze zdarzają się każdej firmie. 
Niedawno recenzowane przeze mnie kremy Tołpa Botanic z białym hibiskusem klik tak mnie zachwyciły, że postanowiłam sprawdzić czy inne kosmetyki z tej serii są równie dobre. 
Postawiłam na wariant z czarną różą i wybrałam: krem do rąk, żel pod prysznic, balsam do ust i masło do ciała.


Seria urzeka zapachem, choć wbrew nazwie nie wyczuwam w nim róży. Nie mam jednak absolutnie żadnych powodów do narzekań, bo zapach jest po prostu upajający- naturalny, kwiatowy, świeży ale z nutą pudrowej słodyczy. To jedne z tych kosmetyków, które lubię odkręcić i powąchać ot tak, dla przyjemności. 

Jeśli chodzi o działanie, to kosmetyki Botanic nie zawiodły mnie ani trochę (z małym wyjątkiem, ale o tym dalej). 

Żel pod prysznic jest bardzo delikatną emulsją, która jak większość naturalnych kosmetyków niezbyt się pieni, ale nie daje uczucia "niedomycia". Pozostawia za to skórę w bardzo komfortowym stanie- miękką, gładką i pięknie pachnącą.
Używałam go też do mycia twarzy, a nawet do higieny intymnej- sprawdził się rewelacyjnie. Chyba spróbuję umyć nim włosy:)
Za 200ml zapłaciłam ok.14zł


Skład żelu pod prysznic

Choć po użyciu żelu nie odczuwam pilnej potrzeby nakremowania się, to i tak sięgam po balsam do ciała- bo to po prostu czysta przyjemność.


Delikatna, lekka konsystencja może być myląca- balsam bardzo dobrze nawilża i nie jest to uczucie chwilowe. Nie jest tłusty, pozwala szybko się ubrać, a jednocześnie daje wrażenie lekko wilgotnej, jakby napojonej skóry. 


Jedyne co mi w nim nie pasuje to pojemność. O ile w przypadku kremów do twarzy mniejsze opakowania miały sens- jeśli wziąć pod uwagę krótką datę ważności i fakt, że cera to jednak mała powierzchnia do smarowania, tak w przypadku produktu do ciała nie miałabym problemu ze zużyciem nawet dwukrotnie większej ilości w przepisowym czasie. 140ml za prawie 40zł to po prostu skandalicznie mało w tym przypadku. Dlatego zapewne nie skuszę się na peeling, chyba że w mega promocji:)

Skład masła do ciała

Na szczęście krem do rąk ma lepszy stosunek ceny do pojemności (14zł za 75ml) i podobnie jak wyżej wymienieni nie rozczarowuje działaniem (i zapachem^^). Nawilża suchą skórę dłoni, koi podrażnienia i zaczerwienienia. Nie pozostawia śliskiej warstwy, której tak bardzo nie lubię. Po jego użyciu dłonie od razu stają się gładsze w dotyku, skóra jest odżywiona i wygląda ładniej. Do tego dookoła unosi się przepiękny aromat:)


Nie jest to może krem typu heavy duty, nie wiem jak zachowa się w siarczystą zimę (może miło mnie zaskoczy?) ale do codziennej pielęgnacji dłoni jest świetny. 

Skład kremu do rąk

Ostatnim kosmetykiem z mojej wesołej gromadki, a zarazem jedynym który nie przypadł mi do gustu jest balsam do ust
Powiem szczerze, że kiedy czytałam o nim ostatnio u Hexxany klik miałam wrażenie, że mamy z Asią dwa kompletnie różne kosmetyki. 


Mój egzemplarz nie pachnie ani trochę jak reszta serii, czuć go natomiast jakimś pseudo słodkim, sztucznym landrynkiem:P Wyglądem i konsystencją wypisz wymaluj- wazelina. Po nałożeniu go na usta mam wrażenie jakbym przed chwilą zjadła rosół, bo balsam pokrywa je taką cienką, tłustawą warstwą- znacie to uczucie? Przy czym ta powłoczka pozostaje tylko na powierzchni skóry, mażąc się i ślizgając... 
Najgorszy jest jednak smak, okropnie chemiczny, perfumowany i mocny, który czuć w ustach bardzo długo:/ 
Za 8g tego paskudztwa zapłaciłam 17zł. 

Skład balsamu do ust

Przyznajcie się skusiłam Was choć trochę tą czarną różą? (o balsamie do ust zapomnijcie:P)