nail art & beauty

Image Slider

Moja skromna kolekcja pedzli Mac.

| On
21:19

Są obiektem pożądania wielu dziewczyn na całym świecie. Ja pierwszy raz usłyszałam o nich kilka lat temu, na YouTube. Wtedy używała ich każda szanująca się make-up artist i poniekąd tak jest do dziś, choć wiele firm wypuściło na rynek ich tańsze odpowiedniki. 
Czy warto wobec tego inwestować w pędzle Mac, które w Polsce są bardzo drogie (od 100 do 240zł)?


Cóż, moja odpowiedź brzmi tak, ale nie we wszystkie. Z sześciu posiadanych przeze mnie pędzli, dwa uważam za absolutnie genialne, must have i nie do zastąpienia (217 i 168). Reszta jest mocno taka sobie;)

Od lewej:

109 Small Contour Brush- mój pierwszy pędzel Mac, kupiłam go z myślą o konturowaniu twarzy bronzerem. Mała kuleczka wydawała mi się do tego celu idealna, z resztą nazwa też sugeruje takie przeznaczenie. Niestety mój egzemplarz jest dość sztywny, przez co nabiera zbyt dużo produktu i lubi robić plamy:/ Myślę że gdyby włosie było bardziej miękkie, pędzel spisywałby się o wiele lepiej.

239 Eye Shader Brush- myślałam że pędzel do nakładania cieni będzie raczej miękki i puchaty, ale ten taki nie jest. Włosie jest krótkie, sztywne i zbite a cienie aplikuje się nim po prostu źle. O tworzeniu przejść między poszczególnymi kolorami, blendowaniu nie ma absolutnie mowy, pędzel jest na to zbyt płaski. Za każdym razem kiedy go piorę, usiłuję go trochę rozczochrać żeby stał się bardziej "fluffy" ale daremnie. Szkoda.

217 Blending Brush- pędzel do rozcierania, ale tak na prawdę da się nim zrobić cały makijaż oka:) Uzależniający, sięgam po niego za każdym razem kiedy maluję oczy- a odkąd go mam jest to niemal codziennie, dzięki niemu polubiłam zabawę cieniami. Nawet nie szukam zamienników, bo ten spełnia moje oczekiwania w 100%. Przydałaby mi się choć jeszcze jedna sztuka.

212 Flat Definer Brush- zachorowałam na niego, kiedy zobaczyłam jak pewna dziewczyna na YouTube podkreśla nim brwi. Efekt był fantastyczny, a że ja na punkcie brwi mam ehemm... małego fioła- no to wiecie, rozumiecie- musiałam go mieć;) Ale, podeszłam do sprawy rozsądnie i najpierw przetestowałam podobny pędzel z Inglota (taki jak w TYM zestawie podróżnym), który już miałam w swojej kolekcji. Spodobało mi się, więc pomyślałam że skoro Inglot daje radę to Mac zapewne rzuci mnie na kolana. Tak się niestety nie stało, pędzel jest zbyt sztywny, cienki a włosie zbyt długie. Próbowałam też podkreślać nim górną linię rzęs, tzw. tightlining ale tu znów Inglot sprawdza się lepiej. Pociesza mnie jedynie fakt, że to raczej nowy nabytek i być może z czasem bardziej się polubimy. 

168 Large Angled Contour Brush- to też ulubieniec:) Genialnie aplikuje się nim róż- tworzy miękkie, ładnie roztarte rumieńce dosłownie za jednym machnięciem. Również z bronzerem radzi sobie fantastycznie, polecam obejrzeć sobie filmik Katosu nt konturowania, gdzie Kasia pokazuje jak za pomocą tego typu pędzla wyczarować perfekcyjne cieniowanie twarzy. Puder i rozświetlacz to też dla niego nie problem:) Włosie jest miękkie i puszyste, a pędzel jest tak skonstruowany że nie da się nim zrobić brzydkich plam. Właściwy kształt przyjmuje po pierwszym praniu, nowo wyjęty z opakowania wygląda nieszczególnie:P Także nie zrażajcie się.

219 Pencil Brush- tzw. pędzelek ołówkowy, który miał mi służyć do malowania dolnej powieki, zaznaczania wewnętrznego i zewnętrznego kącika oraz do rozcierania kreski. Niestety pędzel jest zbyt sztywny i na dodatek drapie więc używanie go w okolicach oka nie jest zbyt komfortowe. Gdyby nie ten "drobny" mankament sięgałabym po niego częściej i chętniej.

Takie są właśnie moje doświadczenia z pędzlami Mac, jak widać na dwoje babka wróżyła- niektóre pędzle są wprost fenomenalne, inne można śmiało zastąpić innymi, tańszymi odpowiednikami. 
Ze swojej strony, z czystym sumieniem mogę polecić 168 i 217

A Wy które pędzle Mac (i nie tylko) polecacie? 
A może macie jakiś patent jak sprawić żeby pędzle stały się bardziej miękkie i puchate?